Myśliwy

Być dobrym myśliwym –
niełatwe zadanie,
kto się zna na fachu,
poprze moje zdanie.
Bo i oko wprawne,
i nerwy ze stali
nie każdy posiada,
choć wielu się chwali.
A bajka ta będzie
o pewnym Klaudiuszu,
któremu brak celności,
lecz nigdy animuszu.

Klaudio z krajów obcych
przybył w nasze strony,
więc gdy wysiadł z auta,
wielce był zdziwiony,
że tu mamy lasy
i zwierzyny stada.
U nich jest inaczej.
Nic to, trudna rada.
Wyjął z kufra strzelbę
sposobną na mamuty,
kalosze, czapkę z piórkiem
i myśliwskie buty,
a potem wszelkie dobra
zaniósł do hotelu.
Nikt się mu nie dziwił,
tak robiło wielu.
Po krótkim posiłku,
by nie tracić czasu,
naładował strzelbę
i poszedł do lasu.

Dla tych, co nie wiedzą,
kilka słów praktyki.
Gdy tropić chcesz zwierzynę,
uważaj na patyki,
bo robią one hałas
i z miejsca wszystko płoszą.
Ważny też jest ubiór,
który łowcy noszą.
Nie musi on być modny,
za to maskujący.
No i rodzaj broni
jest decydujący.
Lecz myśliwy Klaudio
na takie detale
uwagi nie musi
kierować swej wcale.
On twierdzi, że zwierzę
na niego poczeka,
więc gdy jakieś widzi,
zawsze trochę zwleka.
Nie lubi się spieszyć.
Tak nagle strzelić zwierzę
po prostu nie leży
w jego charakterze.
Więc dzisiaj wolnym krokiem
lasem spaceruje –
jak się „coś” nawinie,
to „to” upoluje.

Bajka o myśliwym

I cud! Na łące stoi
zagubiona łania,
wolno skubiąc trawę
w pas jakby się kłania.
Dzisiaj źle się czuje,
męczą ją nudności,
więc się chwieje smętnie
i ze smutkiem pości.
Klaudio już ją zoczył,
pooglądał łanię,
dobrą chwilę odstał
i podjął wyzwanie.
„Oto bestia dla mnie!
Zaraz ją powalę,
choć jest taka groźna,
nie boję się wcale!”
Z gracją wąs podkręcił,
strzelbę wycelował,
oddech uspokoił,
palce rozprostował
i wciąż w łanię mierzy,
przez okular zerka,
to będzie jego tryumf,
chwila ta jest wielka.
Jeszcze się upewnia,
chybić to wstyd srogi.
Strzelił! Łania bekła.
Chybił… Nic nie zrobi.
Ze strzelby tuman kurzu
wypalił, świat przesłonił.
Gdy opadł – Klaudio zasłabł,
łania ciągle stoi.
Może jest przygłucha?
Tym lepiej, łatwiej będzie,
więc Klaudio bez wahania
sposobi znów narzędzie.
Łani czkawka przeszła,
lecz ją gniecie w boku,
więc machnęła nogą
i przeszła w przód pół kroku.

Klaudio łanię śledzi,
na celownik bierze
i proroczo widzi,
jak ubija zwierzę.
Więc tu na łanię patrzy,
tam palcem spustu szuka
i już coś się psuje,
bo to trudna sztuka.
Jak łania jest na muszce,
to palec gdzieś się zsuwa,
jak palec jest na spuście,
oko mgła zasnuwa.
Które więc ma wybrać?
Coś mu w głowie mieli,
że bez tego palca
nigdy nie wystrzeli,
więc z zadumy krótkiej
huk mu trzeźwość wraca.
Dym, błysk, znowu chybił.
Ciężka to jest praca.

łania

Klaudio się rozeźlił.
„Ten system nie działa!
Chociaż dobrze strzelam,
łania wciąż jest cała.
To w metodzie wina,
nie w mojej celności,
zrobię więc inaczej” –
postanowił w złości.
Sięgnął do kieszeni,
wygrzebał naboje,
nabił nimi strzelbę.
„Co moje – to twoje!” –
krzyknął, po czym z lufy
puścił kanonadę.
Wali jak szalony,
myśląc: „Dam jej radę!”
Pociski rozszalałe
jak wściekłe muchy brzęczą.
Łania marszczy czoło,
dźwięki te ją męczą.
Z wysiłkiem patrzy w niebo –
nie widać śladów burzy.
Tam Klaudio z furią strzela,
łani czas się dłuży.
„Dużo dziś owadów” –
myśli, patrząc w koło.
Nagle coś dojrzała,
marszczy z mocą czoło.
Chyba jakieś cienie
stoją obok siana
albo jej się zdaje,
bo jest niewyspana.
Ale ma wrażenie,
że to z tego stogu
lecą wszystkie muchy,
z tego cienia w rogu.
Myśli: „Pójdę, sprawdzę,
może co się stało,
że tych much tu tyle
się nazlatywało”.
Robi więc dwa kroki
i mimo nudności,
wolno się przemieszcza,
aż strzelają kości.
Nagle ją olśniło,
rumieńcem się zlała:
tyle much tu lata,
bo się nie kąpała!
Zawraca więc, mamrocząc,
że dziś się umyje,
a Klaudio w amoku
ledwo jeszcze żyje.
Naboi wystrzelił
chyba ze szesnaście!
Kurz opadł, łania stoi.
Czasem gębą mlaśnie.

Klaudia to przerosło,
rachityczna łania
zdała mu się bestią
nie do pokonania.
A potem coś w nim pękło
i od tamtej pory,
gdy myśli o myślistwie,
to jest z miejsca chory.
Natomiast skromna łania,
choć dobrze wie, jak było,
nie złości się na Klaudio
i go wspomina miło.
Do dziś się też przyjaźnią
i nawet z jej rozkazu
zajął się czymś innym,
nie strzelił już ni razu.

 

Autor: Monika Dereniowska
Ilustracje i kolorowanki: Lena Grzesik

Myśliwy rusza na łowy:  Kliknij i pobierz kolorowankę do bajki.